Przez ten cały zamęt związany z Londynem, szukaniem pracy, pokoju, itd. zupełnie zapomniałam o tym, że 9 lipca jest oficjalne ogłoszenie nowych strojów wyjazdowych Arsenalu. W Polsce zapewne od rana koczowałabym na twitterze lub tumblr, a w Londynie? Przez przypadek 8.07 zobaczyłam na polskiej stronie fanów Arsenalu ogłoszenie o tym co, gdzie, jak i o której godzinie. A potem skrupulatnie przeczytałam to samo z większymi szczegółami na arsenal.com. Jedyna słuszna rada od Kanonierów z polski? Przyjdźcie wcześniej.
Całość zaczynała się o 15.30 angielskiego czasu. Wyszłam z mieszkania o 14 i o 14.20 byłam na miejscu. Korzystając z faktu, że było mało ludzi i nic się nie działo stwierdziłam, że moja pierwsza wizyta na Emirates musi być opatrzona fotkami, więc obeszłam Emirates dookoła. Zajęło mi to maksymalnie 15 minut licząc, że na prawdę długo robiłam kilka zdjęć. W ciągu tych 15 minut postawiono barierki, mikrofony i tłum ludzi. Serio jedyne dobre miejsce jakie zdobyłam to te zaraz przy wyjściu chłopców na podwórko ze stadionu. Ale o tym za chwilę.
Idąc i robiąc sobie zdjęcia doszłam do bodajże End Clock (takie wejście na stadion) i co tam usłyszałam? Jakaś muzyka rodem Usher i Nicki Minaj: znak, że Jack i Alex są gdzieś na stadionie. Owszem byli. Musieli. Ale pomyśleć, że byłam tak blisko nich, tego wejścia do pomieszczenia z muzyką. Ahh.. Poziom hociarstwa niebezpiecznie podnosi się do góry.
Co do tego odpowiadania na pytania. Najbardziej rozbawiło mnie to do Jacka: czy nie powinien być przypadkiem bardziej obrobiony w photoshopie. Fakt obróbka Wilshere'a jest chyba najbardziej widoczna. I nie prezentuje się to zbyt dobrze na bannerze, ale tak to jest próbuje się idealizować pana perfekcyjnego 2. Ogólnie rzecz biorąc cieszę się, że ten baner zawisł nad herbem Arsenalu tuż obok klasyka z Henry'm i Bergkampem. Współczesność plus historia w jednym.
Oczywiście był to dzień,w którym można było wcześniej zamawiać koszulki Arsenalu, a do takiej z pre-order dodają czapkę zaprojektowaną przez samego Carla. Nie pytajcie jakie kolejki były pod sklepem. Tylko wiecie, co? Kolejki kolejkami, ale oni wpuścili do store'u piłkarzy. Czekałam na otwarcie sklepu 1,5 godziny na słońcu (opaliłam się!), a jedynie pół litrowa butelka wody opatrzona logiem Arsenalu mnie ratowała. Dzięki Bogu była mocno schłodzona i darmowa.
Generalnie ten dzień zostanie z pewnością do mojego wyjazdu ze stolicy futbolu największym dniem w Londynie. Ewentualnie przebiją go Emirates Cup i North London Derby, na które zamierzam się wybrać.
Na koniec podzielę się z Wami moją małą galerią z tamtego zdarzenia. Nie byłam jeszcze w muzeum, więc oczekujcie relacji i stamtąd. W miarę możliwości, sił, czasu, dostępu do internetu będę starała się relacjonować Wam na bieżąco moją przygodę w Londynie.
Idealność tego stadionu aż razi w oczy ♥
Co tu więcej dodawać? No może po za faktem, że pod bannerem na około całego stadionu swoje tablice mają legendy klubu. Tu na przykład widać Bergkampa.
Piękne schody ( wszystko tam jest piękne) a obok widoczne wejście do sklepu i płytki: na każdej napisy wymyślone przez Kanonierów. Niestety nie udało mi się jeszcze znaleźć płytki Carla. Obiecuję poprawę.
A tu mamy pomnik, bodajże jednego z założycieli klubu? Nie jestem pewna na sto procent. Sprawdzę na dniach i Wam wyjaśnię. :) Najważniejsze, że obok tego pomnika były drzwi, zza których rozbrzmiewała muzyka Jacka i Oxa.
Legendarny banner w całości, a pod spodem kolejne gwiazdy z naszego podwórka.
Patrick Viera, co tu więcej dodawać? LEGEND
Lee Dixon. Ciekawostką jest to, że każdy z graczy upamiętniony taką tablicą ma również obok opisu tego ile grał w klubie opinię kibiców o jego osobie.
Tony Adams.
Titi, The King, Thierry Henry - jak kto woli. Kolejna legenda. (Nie nie robiłam jeszcze zdjęć każdej tablicy.)
Robert Pires. Tak w ogóle to na tych tablicach jest także opinia Wengera odnośnie piłkarza, coś na kształt takiego wspomnienia. Ja chyba zacznę nazywać to ścianą pamięci.
Każdy gracz grający w klubie posiada taki sztandar - chorągiewkę. Nie martwcie się jest dużo miejsca na nowe, więc będą transfery. Szkoda, że ciągle wisi Chamakh, ale Bendtnera nie widziałam? Mam w planie zrobić fotkę każdej chorągiewce. Póki co prezentuje tylko Koscielnego i Wojtka.
Za pomnikiem Tony'ego Adamsa legendarny banner, przed ławeczka z płytek z napisami. Nie mam fotki, bo dużo ludzi się tam opalało, a nie mam jeszcze tak zaawansowanego poziomu stalkerstwa jak Mangoon, Shoot lub Awwwwu.
Punkt programu, czyli odsłonięcie tego czarnego banneru.
Niby czarny banner, ale wiecie czy ja głowa to ta w okularach? Otóż to prowadzący Arsenal Fan TV. Pozdrawiam gorąco, że zechciał sam stanąć koło mnie.
Jest i on. Przyszły kapitan Arsenalu - Jack Wilshere.
Wychodzili powoli, ale w końcu pojawili się z niespodzianką - Aaronem.
Jack i za nim tablica Davida Seamana.
A tu Jack i jego dołeczki, z tyłu tablica, Alex i obok pan z Arsenal Player.
Oho, zaczęli odsłaniać.
Powoli widać co raz więcej....
Zdjęcia musiałam przycinać i kadrować, bo niestety ja nie widziałam chłopców przy mikrofonie. :(
Ale są w komplecie.
Właśnie z takiego tłumu robiłam te fotki.
Myślę, że to moment pytania Jacka o photoshopa.
A może jednak to ten moment?
Chłopcy skończyli mini wywiad i poszli kręcić wywiady do sklepu. Plus patrzcie na machającego mi Theo ♥
Bye, bye Jack. No i Carl cały czas wygląda jak duże przestraszone dziecko (tylko sweterka brak).
I tym razem ostatni wyszedł sobie Alex.
Banner w pełnej krasie. Patrzcie na photoshop Jacka.
I jeszcze raz.
Pomnik Titiego. Niestety znajduje sie obok podium, więc nie możliwe było zrobienie sobie fotki jeśli nie jesteś prasą. Ale i mój czas nadejdzie. Don't worry!
Darmowa, chłodzona, arsenalowa woda, która ratowała mi życie. Still water.
Chciałam dodać czarny kwadracik na mojej twarzy czy coś, ale.... To właśnie ja: obdarowana uśmiechami Theo, ze zmacaną przez niego koszulką, pod przepięknym bannerem. Następnym razem dostanę ten autograf!
Pozdrawiam wszystkich czytających z gorącego i upalonego Londynu i do następnej części mojej relacji!
Nuuuuuuuda! Wszystkie zdjęcia już widziałam :(
OdpowiedzUsuńNie no, żartuję. Mimo było poczytać o Twoich przeżyciach tak...chronologicznie i niechaotycznie xD
Następnym razem dostaniesz autograf, bo będziesz miała ze sobą markela :)))
No wiesz, co? Nudą? Ja mogłabym oglądać je bez końca, ale bedzie więcej - obiecuję :)
UsuńWiadomo przed pojsciem na mecz czy coś kupie markela!
O borze, ten stadion jest taki piękny! To znaczy, ja jestem nim zachwycona, bardzo mi się podobają te plansze z opisami i sylwetkami zawodników, fantastyczny pomysł. To są ci sami piłkarze co na głównej elewacji?
OdpowiedzUsuńOczywiście, że możesz czuć się wyróżniona i wyjątkowa, bo tylko Ty miałaś koszulkę Theo przy sobie. Szkoda, że nikt obok nie miał niczego do pisania. Ale chciałabym zauważyć, że pieprzony markel pisany małą literą należy do mnie (z wielkiej litery niestety nie, huehue). :D
Ale zazdrość milion za Wilshere'a, który przechodził tuż obok i mogłaś mu zrobić takie fajne zdjęcia. Czekam na płytkę Carla. :D
Zaawansowany poziom stalkerstwa, pochlebiłaś mi. ;) Jeszcze kilka takich wypraw pod stadion, a się nauczysz!
Wydaje mi się, że jest ich zdecydowanie więcej niż na podstawowej elewacji. Na podstawowej elewacji sa Invisibles, a tam są nawet tacy co grali wcześniej.
OdpowiedzUsuńTak tylko ja ją miałam i tylko mi ją zmacał ♥ Nie wypiorę jej już nigdy xd Oczywiście prawa do markela należą do Ciebie, jednak pozwoliłam sobie użyć tego sformułowania.
Oj specjalnie chyba zgarnę Paige za fraki i powiem jej że ma mi pokazać płytkę, bo w innym wypadku będę szukać jej do usranej śmierci. Serio dużo tam płytek xd
Haha a na stadion mam niby tylko 20 minut spacerkiem :)
Tylko Invisibles? O, a myślałam, że właśnie tam są piłkarze z różnych epok.
UsuńNo tak, ale ten oryginalny markel jest mój, zastrzegam. Wysłać pocztą? :D
Szukaj sama tej płytki, może znajdziesz coś ciekawego w trakcie szukania.
Znam. To. Uczucie. Nie mieć przy sobie markera czy nawet złamanego ołówka w takich okolicznościach jest niesamowicie traumatyczne. Ale przecież takich okazji do upolowania Theo będzie jeszcze wiele, wiele...
OdpowiedzUsuńCóż ja mogę powiedzieć, szczytem moich kibicowskich marzeń na pewno nie jest zobaczenie z bliska Emirates, lecz z pewnością wizja ta jest bardzo blisko tegoż szczytu, bo są stadiony i stadiony. A ten akurat każdy chyba powinien zobaczyć. Także zazdroszczę. :D
No i bombowa woda xD
O mamoo *____* ZEMDLAŁAM, jezu jezu jezu Theo Ci machał, Jack! UMRĘ <3
OdpowiedzUsuńStadion jak zawsze kusi swoją urodą, a prezentacja rewelacyjna ;d
Szczęściara z Ciebie ;D
Pozdrawiam, Kate ;*
Hoho, panie, nie pogadasz! Zawsze podziwiałam ludzi, którzy po bliskim spotkaniu ze swoimi przyszłymi mężami są jeszcze w stanie opisać to na blogu. Mój ulubiony klub z L o n d y n u i moja ulubiona jego fanka - czy może być lepiej?
OdpowiedzUsuńJak długo jeszcze będziesz w mieście? Właśnie! Napisz coś o samym Londku, jak ci się tam żyje, jak często spotykasz Polaków i w ogóle, ten aspekt też jest ciekawy :).
Ho, ho, ho, markel karierę nawet z Londynie robi. :D
OdpowiedzUsuńOgólnie rzecz ujmując, to gdyby Theo był tak blisko mnie (na odległość... koszulki?) to chyba bym zemdlała, a gdyby jeszcze później do mnie machał to wtedy umarłabym. Tak na śmierć.
Piękny stadion. I strasznie fajny pomysł z tymi kartami. I ten banner *o*
P r z e p i ę k n y!
Cóż jeszcze dodać? Strasznie (czyżbym się powtarzała?) Ci zazdroszczę. Pogody na przykład. I tego, że się opaliłaś (niemiłe wspomnienia z wypadu "na opalanie"). I Cię podziwiam - (drugie zdanie komentarza Silene). :D
No to chyba tyle. I czekam na dalszą część relacji!
OMG zazdrość razy milion, chyba tylko tyle mogę powiedzieć. No i oczywiście cieszę się Twoim szczęściem ;) <3
OdpowiedzUsuńMega mega zazdrość.
No i lepiej skończę ten komentarz, bo to się będzie rozbijało tylko o kwestię tego jak bardzo Ci zazdroszczę, hahaha :D
No i czekam na dalsze relacje. :)
Chciałabym zaprosić Cię do odwiedzenia mojej nowej historii,która opowiada o przyjaźni pomiędzy jednym z zawodników Barcelony a dziewczyną,którą zna od małego.
OdpowiedzUsuńsaved-by-love.blogspot.com
Z góry dziękuję i życzę weny.
Buziaki